IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dzień jak co dzień

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Erzsébet Héderváry
Hańba Ci!
avatar

Liczba postów : 428

Motto : Kilka kropli amortencji jeszcze nikomu nie zaszkodziło ♥


PisanieTemat: Dzień jak co dzień   Wto Maj 28, 2013 1:07 pm

Po Balu Bożonarodzeniowym, zimowym chłodzie i ciągłych deszczach ze śniegiem, nastąpiły w końcu ciepłe dni. Słońce najwyraźniej starało się wynagrodzić wszystkim tak długą nieobecność, że grzało przyjemnie od czasu do czasu chowając się za jakąś pierzastą chmurką. Pogoda była tak ładna, że wielu uczniów wyległo na błonia, a między innymi spędzali tam przerwę Erzsebet i Vlad.
- Wiesz… Chciałabym cię o coś zapytać… - Wydusiła z siebie Erzsebet głaszcząc Vlada po włosach, gdy ten leżał z głową ułożoną na jej kolanach. Miał zamknięte oczy, ale zdawało jej się, że nie zdążył jeszcze zasnąć.
- Dawaj. – Zarządził chłopak leniwie, a Węgierka zawahała się zbierając słowa i zatrzymała rękę w zamyśleniu.
- Mów, co tylko chcesz, ale nie przerywaj… - Dodał niezadowolony Vlad trącając jej dłoń i zamruczał, gdy Erzsebet kontynuowała pieszczotę.
- Tobie już… Przeszedł ci ten eliksir, prawda…? – Zapytała wreszcie. Ślizgon otworzył oczy i spojrzał na nią czujnie.
Co ona teraz kombinuje? Chce się upewnić, żeby mogła napoić mnie znowu tym świństwem? Albo wkopać w coś jeszcze gorszego?
- Jaki znowu eliksir? – Postanowił udawać głupiego. Jeżeli się nie przyzna, będzie krok przed nią. W dodatku wcale nie chciał wspominać tego okresu, gdy zachowywał się jak idiota. Erzsebet spojrzała na niego nieco zdziwiona.
- No, t-ta amortencja. – Vlad wyraźnie usłyszał jak serce zaczęło uderzać jej szybciej. I dobrze. Niech się stresuje wiedźma jedna. Nie dam się znów w to wciągnąć.
- Ach ten eliksir! - Machnął ręką, zbywając to jako nic ważnego. – Mówiąc szczerze wolałem nie wypróbowywać swojej pracy z eliksirów. Kompletnie ją spaprałem, jeszcze bym się otruł, albo zamienił z kimś na osobowości. A tobie jak poszło to zaliczenie? – Jakie to wygodne, że zaczął warzyć akurat amortencję do oceny na semestr. Węgierka zacisnęła wargi, wydawało się, że jest zagubiona, a jednocześnie sfrustrowana. Vlad zmrużył oczy powstrzymując złośliwy uśmiech, który cisnął mu się na usta, ale jednak uniósł mu się kącik, przez co odsłonił kieł.
- Wiesz, że wcale nie o tym mówię! – Powiedziała zirytowana Erzsebet widząc jego minę. – Chcę wiedzieć czy naprawdę coś… – Przerwała na chwilę. Vlad wpatrywał się w jej szyję obserwując jak przełknęła ślinę. W tym momencie zapragnął dotknąć ją tam ustami… Wyczuć nimi przepływ jej krwi pulsujący w żyłach i wdychać jej zapach… Może tak jeden, jedyny raz posmakować krwi? W końcu raz mu się upiekło, Gilbert nie stał się wampirem, może jego ugryzienia nikogo nie zmienią? Chyba przyjemnie byłoby to sprawdzić na kimś innym. W końcu krew Prusaka absolutnie nie była tego warta. Ale ona…
- Nie słuchałeś! – Zarzuciła mu Węgierka sprowadzając go na ziemię. Zamrugał.
- Zgadza się. – Przyznał bez cienia skruchy. – Powtórzysz? Inaczej trudno mi będzie odpowiedzieć.
- Nie! – Wściekła się dziewczyna i wstała gwałtownie, przez co Vlad zaliczył spotkanie z trawnikiem. Aż mu łezki zakręciły się w oczach.
- Zwariowałaś?! To bolało! – Wrzasnął wstając natychmiast i próbując rozmasować bolące miejsce. Wstrętna wiedźma, zawsze znajdzie sposób by mu dokuczyć!
- Nie obchodzi mnie to! – Odwrzasnęła, a Ślizgonowi wydawało się, że zaraz tupnie nogą dla lepszego efektu. – Z tobą po prostu nie można normalnie porozmawiać, ciągle się ze mnie nabijasz, albo robisz na złość!
On jej robi na złość? Dobre sobie!
- A kto mi rozwiązał sznurowadła? Kto rzucił we mnie książką? Kto napoił mnie eliksirem miłosnym, żebym zrobił z siebie kretyna przed całą szkołą? A to, może sam sobie zrobiłem co?! – Wskazał na świeżo nabytego guza na głowie.
Dziewczyna zaczerwieniła się, chyba ze złości. Pewnie zaraz głowa jej pęknie jak balon. Albo znowu czymś oberwie, może lepiej powinien trzymać różdżkę przy sobie? Ze zdumieniem zobaczył, że oczy Węgierki napełniły się łzami, a ta ukryła twarz w dłoniach zaczynając szlochać. Czego ona ryczy? Kilkoro uczniów przechodzących obok zaczęło się przyglądać tej scenie z zaciekawieniem. Rzucił im wściekłe spojrzenie eksponując kły i nieproszeni widzowie wycofali się w szybkim tempie. A Erzsebet w dalszym ciągu nie przestawała płakać. Co to za komedia?! - Wściekł się. Zamierza zrobić ze mnie potwora, cwana czarownica!
- Wiesz co, mam cię dosyć. – Oznajmił zamierzając odwrócić się na pięcie i odlecieć gdzieś byle daleko.
- Tak… Bo cią-ciągle odwra-odwracasz wszyst-tko c-co po-powiem… Nie wi-widzisz co się stało? My-myślisz, że chcę być złośli-złośliwa? Już nie! Od teraz, od dawna!
Co ona mówiła? Przecież cały czas była złośliwa, napoiła go amortencją i w ogóle… Znowu go uderzyła… No dobrze, pośrednio. Mimo to, postanowił wysłuchać do końca tego przerywanego szlochami monologu.
- Nie patrzę na cie-ciebie jak wcze-wcześniej… Jesteś mi-miły, za-zabawny i lu-lubię z to-bą przebywać. Nie chcę się kłócić, nie chcę być niemiła. – Kolejny napad szlochu. Vlad stał tak przed nią i miał dziwne uczucie, że nie wie co zrobić z rękami. Przed chwilą na niego krzyczała i była zła, a teraz nagle mówi, że lubi z nim przebywać. Baby… Jak tu się nie pogubić?
- Ja ciebie kocham, wiesz?! – Krzyknęła na koniec i obróciła się w stronę zamku chcąc uciec chowając twarz za rękawem szaty. Nie zrobiła jednak ani kroku, bo za rękę złapał ją Rumun. Próbowała mu się bezskutecznie wyrwać z żelaznego uścisku, po czym spojrzała na niego zapłakanymi oczami. Vlad tylko patrzył na nią, najpierw zmieszany, jakby sam nie wiedział dlaczego ją złapał. Potem poważnie, najwyraźniej podejmując jakąś decyzję, po czym pociągnął ją w drugą stronę, czyli w stronę chatki Hagrida, którą minęli. Erzsebet była na tyle skonfundowana i zaskoczona jego zachowaniem, że nie zareagowała, kiedy Vlad poprowadził ją na teren Zakazanego Lasu, a dokładniej na sam jego skraj. Chłopak chyba chciał ją zaciągnąć, dalej, ale Erzsebet otrząsnąwszy się zaparła się nogami.
- O nie, dalej nie pójdę! – Chciał ją teraz tam zagryźć, by mieć spokój? Zaprowadzić w głąb, żeby się zgubiła? Rzucić na pożarcie stworzeniom jakie tam biegały? Ponoć w Zakazanym Lesie grasowały wilkołaki…
Vlad puścił jej nadgarstek nie patrząc w jej stronę, a Węgierka rozmasowała go cofając się niepewnie. Napotkała plecami pień drzewa. Dobrze, że się nie potknęła. Nagle adrenalina uderzyła jej do krwi. Nie czuła się tutaj bezpiecznie, powinna jak najszybciej stąd uciekać. Jak ona mogła się wpakować w sytuację, gdy jest w Zakazanym Lesie sam na sam z wampirem! Trzeba wiać!
Gdy unosiła nogę, by zacząć biec Rumun odwrócił się i oparł dłonie o pień po obu stronach jej twarzy. Tak unieruchomiona wpatrzyła mu się w czerwone oczy i uznała, że chyba jeszcze nigdy nie znalazła się w tak niebezpiecznej sytuacji jak ta. Zaczęła drżeć, zamknęła oczy i zacisnęła dłoń na różdżce, którą miała w rękawie szaty. Nie można uciec, to trzeba się bronić!
- Naprawdę mnie kochasz? – Zapytał ją Ślizgon ze ściśniętym gardłem, a Erzsebet znów na niego popatrzyła zapominając na chwilę o zaklęciach skutecznych w potyczce z wampirami, a wracając myślami do wspólnie spędzonych chwil.
-. . . Naprawdę. – Przyznała, a Vlad przybliżył twarz. Spojrzał na nią podejrzliwie, jakby starając się wykryć jakieś oszustwo, sprawdzić czy kłamie. – Dlaczego tutaj jesteśmy? – Zapytała obawiając się najgorszego.
- Żeby nikt nam nie przeszkadzał… - Powiedział Rumun wyciągając dłoń i wplatając jej palce we włosy. Dugą ręką objął ją w pasie, a Erzsebet zwątpiła czy on chce ją w końcu ugryźć, czy nie. To nie była komfortowa sytuacja. Pokłócili się przed chwilą, pewnie ją zje…
Nie zjadł jej, tylko zacisnął palce na jej włosach, odchylił jej twarz i pocałował. Całował bardzo delikatnie rozchylając jej usta językiem, by mu było wygodniej. Dziewczyna znów zadrżała, ale tym razem był to przyjemny dreszcz. Mimo to nie wypuszczała różdżki z dłoni, kto wie co mu jeszcze za chwilę przyjdzie do głowy, całowanie było bardzo przyjemne, ale co będzie kiedy dotknie jej…
Vlad przeniósł pocałunki na jej szyję.
- Nie! – Przestraszyła się dziewczyna starając się wyrwać, na to Vlad spojrzał na nią z wyrzutem.
- Przestań, przecież nie zrobię ci krzywdy. – Powiedział bardzo niskim tonem. Widziała też, że jego oczy są nieco zamglone.
- Nie? – Spytała z tak autentycznym zdumieniem, aż chłopak parsknął śmiechem.
- Myślałaś, że chcę cię zagryźć? – Spytał przesuwając dłonią po jej talii wzwyż, a Erzsebet poczuła, że robi jej się strasznie gorąco.
- Tak… Bo, byłeś na mnie zły… - Odpowiedziała przymykając oczy i obejmując go za szyję, ponieważ znowu złożył pocałunek na jej ustach. Zajęło im to trochę dłużej, aż oderwali się od siebie, bo Węgierce zabrakło tchu.
- Ty też byłaś przed chwilą na mnie zła. – Przypomniał jej wracając do jej szyi, na co tym razem pozwoliła. – Ale powiedziałaś, że coś do mnie czujesz.
- Wcale nie jestem... Kocham cię. – Powtórzyła drapiąc go delikatnie po plecach, kiedy polizał ją po tętnicy, a potem zahaczył o ucho. Zamruczał z aprobatą i wtrącił:
- Bardzo podoba mi się twój zapach…
Węgierka objęła jego twarz i sama go pocałowała zjeżdżając powoli po pniu w dół. Położyli się na trawie próbując nie odrywać od siebie ust.

Martina przeglądała ostatnie wyniki ze sprawdzianów swoje i Feliksa. Martwiła się, bo oceny co prawda nie były katastrofalne, jednakże wiedziała, że Feliks umie się postarać o lepsze wyniki. A jako, że jest prefektem i jest jakby za niego odpowiedzialna, to będą ją winić, że go nie przypilnowała…
- Braciszku… - Odezwała się do Polaka, który leżał w fotelu opierając głowę o jeden podłokietnik, a nogi przerzuciwszy przez drugi. Właśnie wysłał jakiś samolocik z wiadomością.
- Hm? – Zainteresował się blondyn odchylając głowę górą na dół, żeby zwrócić twarz w jej kierunku, co nadało mu komiczny wygląd.
- Tylko się nie obraź, ale obawiam się, że ostatnie sprawdziany poszły ci gorzej niż zwykle. Zazwyczaj zbierasz u Flitwicka lepsze oceny, nie mówiąc już o transmutacji… - Wiedziała, że przecież to jest jego konik. Feliks uśmiechnął się do niej całym uzębieniem.
- Martwisz się o mnie siostrzyczko? To przecież moja rola! Pozbyłaś się już siniaka z czółka?
- Nie zmieniaj tematu. Jeżeli chcesz, żeby ci pomóc, to zawsze ci znajdę odpowiednią książkę, jak będę w bibliotece, wystarczy, że powiesz… - Powiedziała bezwiednie rozmasowując sobie środek czoła, gdzie od dawna już nie było guza po spotkaniu z drzwiami od dormitorium. Polak wykonując bliżej niezidentyfikowany wygibas skoczył na równe nogi, podszedł do niej i przytulił do siebie mocno.
- Nie martw się Martinko, poradzę sobie! – Powiedział zadowolony. – Generalnie to zwyczajnie brakuje mi rozrywki, a zapewniam cię, owutemy zaliczę śpiewająco! W końcu wiesz, że potrafię~
Martina zdążyła się trochę zaniepokoić tonem wypowiedzi Feliksa. I poddusić.
- Dusisz mnie… Rozrywki? Chyba nie zamierzasz zrobić nic głupiego? Nie chcę znowu potem cię wyciągać z kłopotów. No i pamiętaj, że Taurys też jest prefektem. Nie powinieneś pokazywać mu się od takiej strony, jeśli ci na nim zależy…
Kuzyn obdarzył ją najniewinniejszym spojrzeniem świata.
- Ależ kochana siostrzyczko, czego głupiego? Od jakiej strony? Przecież ja bym cię nigdy nie wpędził w absolutnie żadne kłopoty! Ale wybacz mi, umówiłem się z Sorenem na drugim piętrze, pewnie na mnie już czeka. – Powiedział po czym poszedł żwawym krokiem do dziury pod portretem Grubej Damy.
- Acha, jeszcze jedno… - Powiedział wychylając twarz zza portretu. – Jakbyś dziś przypadkiem spotkała Taurysa, a on by mnie szukał, to powiedz mu, że cały czas byłem w wieży, dobrze? Dzięki, jesteś kochana! – I zniknął. Martina patrzyła za nim, a potem walnęła czołem w blat stołu, aż kilku Gryfonów podskoczyło na ten łomot i mruczała coś pod nosem.
- …się nie nauczy… Złapią go kiedy jakieś freezbie będzie chciało odgryźć Filchowi nos, albo coś gorszego… - Usłyszał siedzący nieopodal Askel, który przyglądał się tej scenie ze średnim zainteresowaniem.

Pierwszoroczni uczniowie ustawili się dookoła, nie zabrakło też paru osób ze starszych klas. Otoczyli ich kołem, a Feliks zrobił w stronę Hyung Soo brzydki grymas.
- To twoje tałatajstwo, które nazywasz różdżką nadaje się jedynie dla trolla jako wykałaczka! – Zawołał, a wśród zebranych przeszedł szmer.
- Cofnij to, ty rozwrzeszczany pawianie! – Zawołał ten, a Polak zauważył, że Soren zakręcił się w okolicy Koreańczyka i po chwili dał mu znak kciukiem do góry. Feliks uśmiechnął się wyzywająco.
- Cofnę, jak udowodnisz, że umiesz nią machać. – Rzucił lekceważąco, a Ślizgon wyciągnął różdżkę ze złością. Polak nie wykonał żadnego ruchu w stronę własnej różdżki, tylko założył ręce za głowę. Miał wrażenie, że ktoś zaczął obstawiać wynik. Nawet warga mu nie drgnęła, twardy był, a co.
- Pożałujesz, że na mnie wpadłeś. Będą cię musieli nieść do pani Pomfrey w kawałkach. – Wysyczał Hyung Soo i zamachnął się jakimś zaklęciem, aż wszyscy zebrani wstrzymali oddech. Przez krótką chwilę nic się nie działo, a potem różdżka w ręku Koreańczyka zapiszczała głośno i zamieniła się w gumowego kurczaka. Ten zrobił tak zdumioną minę, że nawet Feliks tego nie wytrzymał. Złapał się za brzuch i wybuchnął śmiechem. Tak samo jak reszta uczniów na korytarzu, aż wydawało się, że zatrzęsło zamkiem.
- Zatłukę cię! Oddawaj moją różdżkę! – Wrzasnął Ślizgon rzucając się z pięściami na Polaka. Feliks co prawda uniknął lewego prostego, ale za to oberwał gumowym kurczakiem prosto w nos.
- Hej, spokojnie, to tylko żarty stary, wyluzuj! – Powiedział, odskakując na bezpieczną odległość, bo Koreańczyk już szykował się spuścić mu lanie, a publiczność zaczęła w tym momencie kibicować. Usłyszał głośny rechot Sorena, który złapał Hyung Soo od tyłu za ramiona, żeby nie zrobił jego kumplowi krzywdy.
- Co tu się dzieje? Przepuśćcie mnie, co to za zbiorowisko?
Feliks przeklął w duchu. To najpewniej któryś prefekt. Oby to tylko nie był Taurys…
Jego życzenie najwyraźniej się spełniło, bo przez warstwy uczniów przedostał się Ratko i stanął niepewnie próbując ogarnąć scenę z Feliksem trzymającym się za nos, Koreańczykiem z kurczakiem w ręce i Sorenem, który przytrzymywał Ślizgona. W szczególności wracał wzrokiem do kurczaka, jakby chcąc się upewnić czy, aby na pewno dobrze widzi. Po chwili odzyskał rezon i rozgonił towarzystwo.
- Nie ma się tu na co gapić, jazda na zajęcia. Dalej, koniec przedstawienia, ruszcie się, bo zacznę odejmować punkty. – Oświadczył, na co niechętnie tłum się przerzedził. Czarnogórzec założył ręce na piersi i spojrzał na trzech awanturników.
- Nie dotykaj mnie. – Oświadczył Im Hyung Soo wyrywając się Duńczykowi i zbierając resztki godności, a Soren oddał mu różdżkę, którą ten dokładnie obejrzał zanim schował ją w rękawie swojej szaty. Zmierzał już się wycofać, kiedy prefekt go zatrzymał.
- Czekaj, chcę wiedzieć co się stało. – Powiedział poważnie patrząc na całą trójkę. Feliks zaniepokoił się, bo nie zamierzał aż tak zwracać na siebie uwagi.
- To nic takiego, zwykła szkolna przepychanka, nie ma o czym mówić… – Próbował załagodzić, a Im Hyung Soo spiorunował go wzrokiem i odpowiedział.
- Ten Gryfon mnie popchnął, a później zaczął obrażać, nic dziwnego, że się zdenerwowałem. Sprowokował mnie. – Powiedział spokojnie.
- Zaraz, zaraz! – Oburzył się Soren. - Przecież przy tym byłem. Wcale cię nie popchnął, tylko na niego wpadłeś i o ile dobrze sobie przypominam to ty zacząłeś mu wytykać wzrost i obraziłeś jego rodzinę. Nie wmawiaj, że było inaczej, bo pożałujesz! – Tym razem to Feliks przytrzymał Sorena, by nie wplątał się w większe problemy. Ratko wyglądał na niego zdezorientowanego, ale nie zamierzał tego ciągnąć.
- Dobra, dosyć. Wszyscy macie wracać do swoich dormitoriów, jak któregoś z was zobaczę na korytarzu, to gwarantuję mu szlaban u Filcha. A to… – Dodał odbierając gumowego kurczaka Śizgonowi - Konfiskuję. – Oznajmił i poczekał aż cała trójka się rozejdzie. Potem ruszył dalej korytarzem oglądając fałszywą różdżkę z ciekawością.

_________________
Powrót do góry Go down
Vladimir Petrescu
Geniusz Zła
avatar

Liczba postów : 368


PisanieTemat: Re: Dzień jak co dzień   Wto Maj 28, 2013 6:12 pm

Czuć malizną!

Podobał mi się twój sposób przedstawienia mnie, aczkolwiek sądzę, że nie takich zachowań mogłabyś się spodziewać xD I jeszcze przerwanie w takim miejscu gdzie mogłoby powstać piękne +18 :c Nie rozpieszczasz mnie.

Martina - Feliks, relacja super x'D Miała siniak na czole i przywaliła w stół głową, to mię rozwaliło... Choć muszę przyznać, że o tyle ile wcielenie się w Czeszkę ci się udało, to nie podoba mi się twoja kreacja Polski. Zupełnie inaczej się wypowiada i zachowuje, ale to może tylko moje przeczucie, bo zbyt jestem przyzwyczajony do naszego prawdziwego.

Gdy doszło do tej przepychanki, sądziłem, że Soren będzie GŁOŚNIEJSZY *tutaj wstaw cytat z Chmielewskiej: "Cicho! Tu jest Dania, tu się nie wrzeszczy!"* i będzie bardziej w centrum uwagi niz Polska. Nie udało ci się go dopracować :3 O Korei się nie wypowiem, mało znam, ale... Przypominał mi Snape'a z tego rozdziału HP, który czytałem wczoraj =..=

No i prefekta spodziewałem się właśnie, e... Nie Ratko, ale Ivana xD *kroki tyranozaura i przebijanie się przez warstwę przeciwprefektową* ... *turla*

Napisz jeszcze :C

_________________

In orice nu se ascunde un da. W każdym "nie" kryje się "tak".
Powrót do góry Go down
Feliks Łukasiewicz
Ryzyk-Fizyk
avatar

Liczba postów : 564

Skąd : Szczecin


PisanieTemat: Re: Dzień jak co dzień   Wto Maj 28, 2013 7:19 pm

Naaa *-* Kocham Cię, że dałaś to co kocham - relacje braterskie Martiny i Felka. Ale muszę przyznać, ja kompletnie nie rozumiem rozstrzelenia tematu. Najpierw śliczna scena między Elą a Vladem (co mi przypomniała reakcja Węgierki to ci może powiem prywatnie, ale leżałam pod stołem xD) a potem nagle Felek + Martina i żadnego powiązania. To mi trochę nie pasowało. Ale całość była tak uroczo-sympatyczna, że czytało się miło.
Powrót do góry Go down
http://www.hetalia-w-swiecie-magii.blogspot.com
Ratko Branković
Kapitan Oczywistość
avatar

Liczba postów : 302

Motto : Edziebubu...


PisanieTemat: Re: Dzień jak co dzień   Wto Maj 28, 2013 10:45 pm

Dobra, napiszę ten komentarz jeszcze raz... co chwilę nie wczytuje mi forum -__-"

Przeuroczy fragment Rumunia x Węgry. Szczerze, to nie spodziewałam się takiej ilości słodyczy akurat w tym pairingu. Jak ja kocham momenty dotyczące niezdarności Martinki... to chyba trochę chore, że uważam obrażenia za kochane, ale trudno. xD Na końcu też spodziewałam się Ivana. Zaskoczenie było miłe. Dzięki tobie wiem, że trochę za bardzo zżyłam się z moją postacią, bo przez piętnaście minut jarałam się Ratko rozkminiającym gumowego kurczaka xD

Biedny Hyung Soo...

_________________



Odznaki:


Nowe:
Powrót do góry Go down
Iwan Braginski

avatar

Liczba postów : 271

Skąd : Šalčininkai


PisanieTemat: Re: Dzień jak co dzień   Sro Maj 29, 2013 6:22 pm

Zacznę od końca, bowiem ostatni będą pierwszymi...~ Rany, Hyung mnie trochę przeraził. O.o Taki niehyungowy trochę mi się wydał, ale to może dlatego, że tak wkurzonego go nie widziałem jeszcze...
Hm, właśnie, jak niektórych przede mną, zdziwił mnie Ratko i miałem wrażenie, że to bardziej Ivan w kuzynowskiej skórze, że tak to ujmę. "Ratko wyglądał na niego zdezorientowanego(...)" tu bym użył "nieogarnięty" x'D
Soren? Tatałajstwo, podoba mi się to słowo w jego ustach i ogólnie tekst o trollu mi się spodobał. Pomysł z tym sporem - świetny moim zdaniem. I ta część najbardziej mi chyba do gustu przypadła.
Feliks z Martiną... takie kochane rodzeństwo, opiekuńcze i no no no. Kochane~ Nie wiem, co tu jeszcze o nich napisać, ale jak mówię... relacja między nimi słodka.
Vlad z Elką, rany, tu też słodko. Jak było wspomniane, ładnie oddałaś Rumunię. I poza Elką właśnie on najlepiej ci wyszedł. Ciekaw jestem, jak byś opisała dalszą część ... C: Właśnie, tu Władzia popieram. Pisz jeszcze...
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dzień jak co dzień   

Powrót do góry Go down
 
Dzień jak co dzień
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» światowy Dzień Młodzieży 2016- Kraków
» Światowy dzień howrse !
» Jak zrobić kartkę na Dzień Matki - wyskakujące kwiaty?
» Jak zaplanować dzień konia
» Dzień Protestu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Hogwartalia :: Pozostałe Fora :: -
Skocz do: