IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ludwig Beilschmidt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ludwig Beilschmidt

avatar

Liczba postów : 36


PisanieTemat: Ludwig Beilschmidt   Pon Paź 14, 2013 2:36 pm

Imię i Nazwisko - Ludwig Beilschmidt

Krew - Czysta

Wiek - 17 lat

Dom - Slytherin

Różdżka - Dostał ją w spadku po ojcu, przez co niesamowicie o nią dba - różdżka z modrzewia, niesamowicie cenna i pożądana w magicznym świecie, jeszcze nigdy go nie zawiodła. Posiada włókna ze smoczego serca jako rdzeń, przez co jest mocno związana ze swym właścicielem.

Patronus - Doberman

Bogin - Wielki mur, otaczający go ze wszystkich stron

Zajęcia dodatkowe - Brak

Zwierzaki - Ludwig siedział na łóżku z zeszytem na łóżku. Był sam w dormitorium, więc spokojnie przeglądał swój pamiętnik - robił to tylko, gdy dokoła nikogo nie było. Doskonale wiedział, że cała jego postura przeczy temu, że kiedykolwiek mógłby pisać coś tak banalnego jak pamiętnik... Jego wzrok spoczął na zwiniętym w kłębek psie, który wygodnie umościł się na jego pościeli. Owczarek niemiecki o imieniu Tulpe (niem. Tulipan) - suczka, którą dostał od ojca w dniu, w którym przyszedł list z Hogwartu. Wtedy była zaledwie szczeniakiem, małą i puchatą kuleczką patrzącą na niego wielkimi, brązowymi oczami. Pokochał ją od razu miłością bezwarunkową, nieważne ile razy pogryzła mu buty czy zsikała się na łóżko. A ona oddała mu tę miłość - zawsze była przy nim, nawet, gdy czuł się samotny i nie mógł sobie poradzić z koszmarami.

Charakter, historia i rodzina - Otworzył zeszycik na pierwszej stronie. Doskonale pamiętał wydarzenie, które zmusiło go, by zaczął pisać... Ale i tak chciał to przeczytać, nawet, jeśli mógł cytować wpis zdanie po zdaniu:
"Dziś spytałem tatusia o mamę. Zrobił się bardzo, bardzo smutny i wziął mnie na kolano... Pokazywał album z masą zdjęć, gdzie byłem mały. Był też Gilbert i tatuś, ale nigdzie nie było żadnej pani, która mogłaby być moją mamusią. Spytałem więc jeszcze raz, gdzie ona jest, a tata powiedział, że odeszła zaraz po tym, jak mnie urodziła. Nie rozumiem, czemu to zrobiła. Czy mamusia mnie nie chciała?"
Westchnął. Tak, brak matki zawsze był tym, co mu doskwierało. W miarę jak dorastał coraz mniej to okazywał, ale tak bardzo go bolało, że odeszła od niego osoba, która powinna go kochać. Całe życie wychowywał go tylko ojciec, który nigdy nie wziął sobie drugiej kobiety. I choć Ludwig wiedział, że mężczyzna go kochał to nigdy nie spotkał się z tym, co dają matki - miłością wyrażaną w czułościach, miłych słowach i delikatnych gestach.
"Tata dziś przyprowadził tylu chłopców do domu! Powiedział, że to moi kuzyni. Wszyscy są starsi ode mnie, ale to mnie przypadł obowiązek zajęcia się nimi. Nie wiem gdzie znowu był Gilbert, ostatnio tak często nie ma go w domu... Tata powiedział, że to ja mam być odpowiedzialny, bo Gilbert, mimo że starszy, się do tego nie nadaje."
Odpowiedzialność. Ludwig już od najmłodszych lat znał doskonale znaczenie tego słowa. Zawsze słyszał, że prawdziwy mężczyzna musi być odpowiedzialny - za dom, za rodzinę, za przyjaciół, za siebie, za pracę, za tych, którzy mu ufają i za miliony innych rzeczy. Szybko wyrobił w sobie odpowiednie cechy, by móc być prawdziwie odpowiedzialnym człowiekiem - był zorganizowany, lubił wszystko planować (czasem nawet do przesady) i całe życie miał uporządkowane (łącznie ze skarpetkami w szafce).
"Gilbert odszedł. Kompletnie nie wiem dlaczego, ojciec nie chce mi nic powiedzieć. Pokłócili się o coś. tata krzyczał, że jemu nie wypada mieć takich poglądów, że w końcu zabiorą go do Azkabanu, że to nielogiczne. Nic z tego nie rozumiem... Azkaban? Jasne, Gilbert czasem robi... Głupie rzeczy, ale czemu mieliby go tak zamknąć? I o jakie poglądy chodzi? Mam nadzieję, że wróci do domu, tata jest teraz smutny..."
Niemiec zamknął oczy. Pamiętał ten dzień. Miał tylko dziesięć lat, gdy jego brat odszedł z domu. Od tamtego dnia ojciec smutniał coraz bardziej... Przestał się zajmować domem. Lekarze (tak, ci mugolscy) nazywali to depresją, mówili, że to może przejść, ale niekoniecznie... Zdarzały się oczywiście lepsze okresy, jak urodziny Ludwiga czy dzień, w którym dostał list z Higwartu. Ojciec zabrał go wtedy na Pokątną, kupił olbrzymią porcję lodów, podarował Tulpe i wręczył swoją starą różdżkę. Jednak były też gorsze dni...
"Dziś urodziny Gilberta. Minęły dwa lata, odkąd go już nie ma... Zaczynam go powoli zapominać, choć wcale tego nie chcę. Tata siedzi w salonie, znowu pije. Nienawidzę tego, nienawidzę, gdy to robi. Tulpe siedzi ze mną, widzi, że coś jest nie tak i nie opuszcza mnie nawet na krok. Gilbercie, gdzie jesteś?"
Aż w końcu, gdy Ludwig miał trzynaście lat...
"Zabrali mnie z lekcji do dyrektora i powiedzieli, że ojciec nie żyje. Nie chciałem w to wierzyć, to chyba jakiś koszmar... Ale wszyscy patrzyli na mnie z takich współczuciem, że nie mogłem udać, że to nieprawda. Dlaczego...? Dlaczego to zrobił? Czy był aż tak bardzo chory? Dlaczego nikt mu nie pomógł? Jak ja mogłem go zostawić samego?!"
Na chwilę odłożył zeszyt i zagapił się w okno. Szybko został sierotą, ale nie załamał się wtedy. Ludzie oczekiwali, że przestanie się w ogóle uczyć, ba, może w ogóle będzie opuszczał zajęcia, ale on zrobił im wszystkim na przekór - wziął się za siebie pięć razy mocniej niż poprzednio, pracował za trzech i nigdy nie okazał słabości. Nikt nie musiał wiedzieć, że dręczyły go koszmary. A potem, dwa lata później...
"Wszedłem do domu i od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Było czysto. Naprawdę czysto. Ostatnie, czego spodziewałbym się po tym, jak przez rok mieszkanie stało puste. I on tam był, siedział w fotelu i czytał jedną z moich książek o zaklęciach. Widział kto kiedyś Gilberta czytającego?! Nawet się tak bardzo nie zmienił, schudł tylko i urósł, wydoroślał z wyglądu. Ale wciąż ma te same okropnie jasne włosy, choć na końcówkach widziałem ślady czarnej farby i te same czerwony, błyskające wesoło oczy. Choć gdy mnie zobaczył nie wyglądał na szczęśliwego, chyba bał się, że go uderzę. Ale nie byłem w stanie. Nieważne, że to przez niego tata zachorował. Nieważne, że odszedł. Cieszę się, że wrócił."
Ludwig odłożył pamiętnik do szafki, wcześniej pieczętując go dokładnie zaklęciami. Uczucie do brata - tak, to chyba to go ukształtowało w znacznej części. Zawsze chciał, by ktoś był z niego dumny - najpierw ojciec, potem brat. Gilbert zajął się nim, jasne, że szło mu to na początku po prostu tragicznie, ale z czasem wyszło nie najgorzej. I udało mu się też przekazać bratu co nieco, choć sam się do tych zasad średnio stosował - szacunek do kobiet, pomoc innym (tak, to zdecydowanie nie był mocny punkt Gilberta...). Nie udało mu się jednak zmienić tego, co już na stałe zostało w charakterze Ludwiga - introwertyczne podejście do świata, niechęć i nieumiejętność wyrażania uczuć.

Inne -
*Robi mu się przykro, gdy ludzie wyśmiewają jego język i kuchnie. Jemu to się podoba!
*Mimo tego, że jest czystej krwi naprawdę dobrze zna się na motoryzacji.
*Naprawdę bardzo lubi kiełbasę...
*W jego rodzinnym mieście sporo jest tureckiej mniejszości, więc jest dość otwarty na inne kultury. A jaki oni robią kebab!
*Na święta zawsze szykuje w Pokoju Wspólnym grzane wino. Ot, tak do snu.

Przedmioty
Zaklęcia - [X]
Transmutacja -
Obrona Przed Czarną Magią -
Zielarstwo - [X]
Eliksiry -
Astronomia - [X]
Historia Magii - [X]
Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami -
Starożytne Runy - [X]
Numerologia -
Wróżbiarstwo -
Mugoloznawstwo -
Powrót do góry Go down
Ratko Branković
Kapitan Oczywistość
avatar

Liczba postów : 302

Motto : Edziebubu...


PisanieTemat: Re: Ludwig Beilschmidt   Pon Paź 14, 2013 2:44 pm

Akceptuję.

Wzruszające, nawet bardzo... przez ciebie rozczulam się nad Dojczem!

_________________



Odznaki:


Nowe:
Powrót do góry Go down
 
Ludwig Beilschmidt
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Hogwartalia :: Forum Organizacyjne :: -
Skocz do: