IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Brendan Meredydd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Brendan Meredydd

avatar

Liczba postów : 28


PisanieTemat: Brendan Meredydd   Sro Lis 05, 2014 11:30 am

Imię i Nazwisko – Brendan Meredydd.

Krew – Czysta.

Wiek – 16 lat.

Dom – Slytherin.

Różdżka – 12 cali, grab i włos jednorożca, sztywna. Grab wybiera czarodziei utalentowanych i mających swoją wielką pasję którą mocno pragną zrealizować, dobrą cechą również jest to, że „pilnuje” czarodzieja by nie łamał własnych zasad moralnych i nie będzie dobrze działać lub w ogóle nie zadziała gdy ten zechce zadziałać wbrew sobie, lub swoim przekonaniom, tak jak nie podporządkuje się nowemu właścicielowi i owa persona będzie miała problem nawet z najprostszymi zaklęciami.

Patronus – Średniej wielkości smok.

Bogin – Bogin przybiera postać martwej rodziny i bliskich. Boi się najbardziej pozostać sam i śmierci tych, których kocha.

Zajęcia dodatkowe -

- Pomocnik gajowego.*

Zwierzaki - Smok, nie za dużych rozmiarów, bo jeszcze mały imieniem Cadfael. A tak na poważnie to sowa o imieniu Arwen. Bo smoka nie mógł zabrać, został w rodzinnych stronach. Arwen to średnich rozmiarów biała sówka.

Charakter –  Walijczyk jest typem zdecydowanie spokojnym, ugodowym, a także wyrozumiałym. Ciężko go wyprowadzić z równowagi, a wybryki innych zazwyczaj puszcza płazem, choć to zależy od poziomu głupoty i irytowania tego wybryku. Pomimo wytrwałości i bycia konsekwentnym nie ma z góry wytyczonego przez siebie celu, a jeśli go ma to niejednokrotnie od niego odstępuje by po jakiś czasie znów do niego wrócić. Jednak co do tego to również są wyjątki, chociażby taki, że cel, a raczej ambicja przejęcia bez większych problemów miana głowy rodziny, oraz rezerwatu pełnego smoków, oczywiście wszystko to w swoim czasie prawda? Prawda, jednak trzeba być na to gotowym, taka odpowiedzialność to nie byłe co. Nawet on to rozumie, przez co stara się, ile może, uzupełniać wiedzę ale tylko w tematach, które mu naprawdę pomogą osiągnąć cel, bo – nie czarujmy się: on uwielbia wiele zostawiać na tak zwane „później”, a jego motywacja często gdzieś ucieka, jak niesforna owca, przez pola w las i tyle jej widać. Brendan praktycznie też z niczym się nie śpieszy, bo kto go goni? On ma czas. Książka wolniej przeczytana lepiej zostanie w pamięci, a zaklęcie, czy eliksir spokojnie i w skupieniu zrobiony będzie miał lepszy efekt – tak się przynajmniej chłopakowi zdaje i zdania nie zmieni. Ze względu na swoją pozorną małomówność i „wycofanie się” z niezwykłą łatwością obserwuje innych, ale nie nachalnie(!), przez co później w razie konfliktu umie obiektywnie załagodzić sytuację. Jednak nie tylko jest dobry w obserwacji, ma dziwną „moc” którą przyciąga innych którzy lubią mówić… Dlatego niezależnie czy ten ktoś opowiada tragiczny dzień, czy jakąś ciekawą sytuację Brendan raczej pokiwa głową ze zrozumieniem, albo w razie co uspokoi paroma słowami i gestem. Jednak nie ma co liczyć na miliony rad z jego strony, rzadko je udziela i raczej wtedy gdy sytuacja naprawdę tego będzie wymagać. Wydawać się może, że nie lubi udzielać się towarzysko, ale to brednia. Przepada za fajnie spędzonym wolnym czasem z kolegami, czy rodziną. Potrafi naprawdę się rozbujać, a i Alistor ma kompana do piwa, które Brendan lubi. W kwestii osób nieznajomych może i jest powściągliwy i początkowo oziębły, ale na pewno nie traktuje nikogo z góry jako „gorszego”. Z każdym jest w stanie normalnie pogadać, a dopiero później ocenić. Jak w wolne dni dobrze jest trochę poszaleć tak gdy już wracamy do dni pełnych obowiązków to wtedy raczej preferuje spokój, by móc zebrać myśli odpowiednio.
Lubi pomagać, oraz zadowalać innych, przez co niejednokrotnie inni go wykorzystują, a on średnio cokolwiek z tym faktem robi. Można mieć w nim wsparcie, ale nie motywacje – bo i on swoją gdzieś nieraz gubi jak było wcześniej napisane. Z łatwością umie rozpoznać gdy ktoś kłamie, intuicja plus zdolność obserwowania właśnie takim atutem się kończą, rozpoznaje kłamstwa zwłaszcza u rodziny. Można go podsumować też kilkoma innymi słowami: cichy, powściągliwy, szanujący sprawy innych i nie wściubiający w nie nosa, ale także i uprzejmy, życzliwy, uśmiechnięty. Umie doskonale panować nad emocjami przez co nie okazuje za wiele uczuć, gdy nie trzeba. Nie podejmie decyzji w takie „pięć minut”, stawia go to pod murem i prędzej wykręci się i czmychnie niż faktycznie stawi czoło problemowi. Musi sobie bowiem to przemyśleć porządnie, wtedy podejmie decyzje, ale za to jaką solidną! Jak się uprze to jedynie życzyć powodzenia osobie, która zechce odwieść go od jego zdania i postanowienia. Zaskakująco stanowczy potrafi być. Gdy pracuje nad czymś, na przykład nad jakimś zadaniem domowym lubi mieć wszystko co trzeba w zasięgu ręki. Podobnie ma w domu, gdy nad czymś siedzi zawsze wszystko co mu by było potrzebne ma wokół siebie, ale tak by nie krępowało mu to poruszania się. Sprzątanie… to nie jest jego ulubione zajęcie, preferuje raczej nie bałaganić, albo ukracać to do minimum: przez co niejednokrotnie siostra nazywa go leniem, niechlujem i tak dalej… Ale przecież taki nie jest! Gdy potrzeba to potrafi na całkowity błysk posprzątać.
Oczekuje dla siebie szacunku, nie znosi jak inni z niego się naigrywają czy kpią, ma swoją wartość i zdecydowanie nie widzi się w roli kozła ofiarnego. Dlatego w razie co perfekcyjnie potrafi kogoś zignorować(bo doskonale potrafi trzymać emocje na wodzy), albo słownie „zniechęcić” by sobie poszedł, a jak już naprawdę będzie musiał to użyje siły. Jednak ostatniej opcji nie lubi,  lepiej spożytkować energię zupełnie inaczej, lepiej jakoś pożytecznie to zrobić, a nie na kłótniach z innymi. Tak jak oczekuje szacunku, oczekuje zarówno bycia zauważanym i branym pod uwagę, lubi być też chwalony i to może być jego pięta achillesowa. Gdy już się odzywa, nie lubi gdy się mu przerywa. Nie lubi też gdy ktoś go bierze na krzyki, każe coś zrobić w krzyku, czy po prostu uzna, że osoba Brendana która lubi innych wysłuchiwać jest dobra do wyżalenia się, ale unosząc znacznie ton. Zdecydowanie wtedy Walijczyk będzie milczał, albo co jakiś czas dopytywać, lub wręcz nakazywać aby zejść o kilka tonów niżej. Jednak jak ma nad sobą mocniejszy charakter to gdy musi to potrafi się podporządkować.



Historia i rodzina –  Brendan pochodzi ze starego walijskiego rodu czystej krwi czarodziejów. Przez co niestety (przynajmniej według samego chłopaka) mają podejście, że czysta krew jest bardzo ważna i jak się da unikają mugoli. Chociaż na samym unikaniu tu się nie kończy, ale także nad całym terenem, który jest w ich posiadaniu rozciągają wiele zaklęć zwodzących, ochronnych i tak dalej, byle tylko nikt niepożądany nie wszedł na te ziemie. W ochronie ziem mają rację, ponieważ ród ten od pokoleń prowadzi rezerwat ze smokami – a jak w samej Walii dość powszechne – sami mieszkają na jego terenie, a malownicze, prawie niezamieszkane górzyste tereny są idealne do tego.

Elian Meredydd, Owena Cynddylan – rodzice Brendana, starający się pogodzić wszystko jak się da najlepiej. Ojciec Brendana mając w pamięci błędy własnego taty, postanowił spędzać z synem więcej czasu, ale zarazem nie zaniedbywać smoków. Owena z kolei mocno naciskała na naukę syna, aby czytał już od najmłodszych lat, by to nie było dla niego karą, ale przyjemnością. Dlatego często podsuwała mu jakieś baśnie i tym podobne. Jak jej rodzice utrzymywała relacje z rodziną MacIntosh i nierzadko z dziećmi tam jeździła, wtedy Elian mógł oddać się bardziej pracy. Pomimo tego jak się starali, Brendanowi bardzo wadziło to, że jego rodzice tak naciskają na to by trzymał się z dala od mugoli, że oni są gorsi i tak dalej. Zazwyczaj tego tematu chłopak stara się uniknąć w rozmowach z nimi.

Carwyn Cynddylan, Lily Kirkland – dziadkowie Brendana od strony mamy, dziadek pochodzi z małego rodu czarodziejów z Walii, chociaż ostatecznie przeniósł się do Anglii by łatwiej mu było pracować – gdzie spotkał swoją przyszłą żonę panią Kirkland. Zajmował stanowiska w Ministerstwie, może nie bardzo wysokich lotów, ale wystarczające według niego. Spokojny i nie grzeszący wielkimi ambicjami, starczało mu zwykle to co miał. Interesował się bardzo magicznymi, ale niespotykanymi i rzadkimi stworzeniami, dlatego często wracał do tematów Loch Ness, Lily momentami aż miała go dość, ale nie ukracała mu tej fascynacji. W końcu kiedyś pojechali do Szkocji i tam między innymi zapoznali rodzinę MacIntosh, dogadywali się bardzo dobrze no i kontakt utrzymywali bardzo mocno, spotykali się często i kontakt ten pozostał nadal w dzieciach i wnukach. Dlatego Brendan, którego czasem dziadkowie gdzieś zabierali nieraz jeździł poza Walię i już w dzieciństwie zapoznał się z Alistorem, oraz Arhurem, tego drugiego raczej rzadko widywał. Poprzez czas spędzony ze Szkotem i Anglikiem bez problemu jest w stanie nazwać ich kuzynostwem, bo są dla niego jak bliska rodzina.

Emyr Meredydd,  Linn Gruffudd – dziadkowie Brendana od strony ojca, od wielu pokoleń rezerwat ze smokami spoczywał na barkach głów rodzin i nie inaczej tak miało się w tym przypadku, Emyr długo i dobrze dbał o smoki. Można powiedzieć, że miał do nich naprawdę dobrą rękę, oddany był mocno swoim obowiązkom – może nawet za bardzo? Dlatego zarówno dla dzieci jak i dla żony nie miał aż tak dużo czasu. Linn pomagała mu na ile była w stanie, ale ostatecznie więcej siedziała z synem opiekując nim i czekając do późnych godzin wieczornych na męża, który niejednokrotnie jak wracał to siadał i zapisywał to co zaobserwował, czy inne ciekawostki lub informacje o smokach. Linn powtarzała mu, by sobie trochę dał na wstrzymanie bo się coś złego stanie, ten jedynie machał na to ręką i niestety jego żona miała rację, pewnego wieczoru nie wracał naprawdę długo, okazało się, że został mocno raniony i nie udało się go uratować. Długo nie mogła się z tym pogodzić, ale postanowiła kontynuować jego zapiski, ale mimo wszystko nie angażując się aż tak.

Gwen Meredydd – sporo starsza siostra Brendana, zaradna, ale nieco za mocno zadzierająca nosa (według Brendana), mająca pretensje do niego o wiele rzeczy: „uczyłbyś się więcej”, „czemu Ty tu nie posprzątasz? Jak tu wygląda!” chociaż chłopak wie, że chce ona raczej dobrze, ale za bardzo narzuca wszystko. Zawsze bierze jej zdanie pod uwagę (nawet w minimalnym stopniu), bo wie, że ta dziewczyna jest dość ogarnięta. Mimo wszystko liczy, że zrezygnuje ona z tego, by prowadzić rezerwat i to on zostanie tą głową rodziny, a ona mu będzie pomagać jedynie.


Chłopak może i był typem domatora, nie lubił oddalać się za bardzo od domu. Jednak w dzieciństwie uwielbiał chodzić po ruinach jednego z  zapomnianych przez mugoli zamków, który na dobrą sprawę aż tak daleko od domu nie był! Przez wiele lat dzieciństwa to było właśnie jego ulubione miejsce zarówno zabaw, jak i ukrycia przed rodziną na parę godzin gdy potrzebował sobie coś przemyśleć, lub uciec od książek, które rodzina lubiła mu dawać do czytania po słowach „nudzę się”. Nawet gdy chodził tam czasem z siostrą, znajdował zawsze takie kryjówki, że nie dało rady go znaleźć.
Podczas jednej z takich wypraw w zamku – ku swojemu zdziwieniu – napotkał grupę jakichś innych ludzi, jak się okazało mugoli. Początkowo głównie ich obserwował z jednej ze swoich kryjówek, miał w pamięci nadal to co wielokrotnie słyszał od rodziny, że „czystość krwi przede wszystkim”  i, że mugole to nie jest odpowiednie towarzystwo i tak dalej… Jednak oni wcale nie byli tacy źli i jeszcze poprzebierani, bo odgrywali sobie dawne czasy, a zamek był idealnym miejscem do tego, choć nie czuli się idealnie w tym miejscu – tak przynajmniej zasłyszał podczas obserwowania, a w kwestii ich samopoczucia Walijczyk wiedział, że to przez rozciągnięte zaklęcia nad tym terenem. Wiele różnych pieśni, oraz opowieści zapamiętywał bo bardzo mu się one swoją drogą spodobały. Z czasem dopiero ośmielił się do nich trochę podejść, byli bardzo życzliwi i pomimo pytań „skąd się wziąłeś w tym lesie?”, na które albo odpowiadał wymijająco, albo w ogóle bardzo fajnie się z nimi bawił, przy okazji tego i owego się ucząc, zarażając także uwielbieniem do muzyki i śpiewu. Te zdarzenia odegrały ogromną rolę w postrzeganiu przez Brendana mugoli oraz wszystkich innych ludzi, czyli – pierw poznam sam, później ocenię. Nie rozumiał, czemu rodzina ich tak nie lubi.
Czas leciał, ale niestety coraz rzadziej spotykał swoich „znajomych” w ruinach pewnie przez to, że rodzice mocniejszych zaklęć zaczęli używać. No i… nadszedł ten jakże wyczekiwany moment! Dostał list z Hogwartu! Ile to było chodzenia, załatwiania rzeczy z jak największą dokładnością, rodzice byli dumni, że ich syn będzie chodzić do tej szkoły. Rodzice, jak i dziadkowie cały czas mu powtarzali rady, nauki i tym podobne, to i Brendan momentami aż od niechcenia ich słuchał, zwłaszcza gdy mówili, że ma się nie zadawać z mugolami i osobami półkrwi.
Będąc już na miejscu, podczas ceremonii przydziału tiara bardzo się nad nim zastanawiała, bo łączył wiele różnych cech pasujących do różnych domów. Odwaga związana ze smokami, przyjacielskość, ale także ambicja i to niemała. W myślach też non stop sobie powtarzał, że chce być w Slytherinie, wiedział, że tam są osoby czystej krwi i rodzina się nie zawiedzie na nim i ucieszy jak dołączy do tego domu, tam więc w takim razie trafił, chociaż może z lekką goryczą.



Wygląd –  Co tu wiele mówić? Chłopak, dość wysoki (jednak nadal niższy od Szkota) o włosach, które zdają się mieć różną barwę w zależności czy pada na nie ciepłe słoneczne światło, czy cień drzew, lub murów zamków: w słońcu wydają się być bardziej jasne, jakby orzechowy brąz z domieszką rudego zmienił się w bardziej (tu pseudo artystyczną nazwą rzucić): spiżowy. (nie patrzeć na avek, avek kłamie, bo mi się fotoszop zepsuł, ale jak naprawię to naprawię i avek xD’) Nie przepada za ścinaniem na tak zwanego „jeża”, zdecydowanie lepiej się czuje w trochę za długich, które da się jakoś, chociaż minimalnie odgarnąć lub zaczesać. Takie włosy ładnie kontrastują z jego zielonymi oczami - z których wiele wyczytać się nie da jednak rzadko patrzą na otaczający świat w chłodny, niechętny sposób - oraz dość jasną cerą. Jednak w kwestii typowej dla bycia spokrewnionym z Kirklandami – brwi -  Brendan ma o tyle szczęścia, że ma więcej po ojcu i te brwi nie są aż tak rozrośnięte, są w miarę normalne i nie przykuwają aż tak uwagi. Postura… powiedzmy sobie szczerze, że Brendan do muskularnego typu nie należy. Szczupły, specjalnie nie jest wysportowany chociaż sport lubi – niepozornym być, a kondycję wyrobioną mieć idealnie między innymi przez częste przechadzki po górach, w których mieszkał od dzieciństwa. Zawsze, a przynajmniej w 99% czasu ma przy sobie pierścień z herbem swojego rodu, to mu zawsze przypomina o swoich ambicjach i celu do jakiego dąży, jednak nie afiszuje się z nim i zazwyczaj zamiast nosić go na ręce ma go zawieszonego po prostu na łańcuszku, na szyi. Wizualnie patrząc, widać że jest personą raczej spokojną, zadbaną  - bo praktycznie zawsze ma na sobie idealnie wyprasowane rzeczy, po prostu przykuwa do takich rzeczy często uwagę – chociaż w obyciu zdaje się być chłodny, jednak przy nawiązaniu rozmowy to wrażenie raczej znika i widzi się całkiem przyjazną osobę.


Inne


- Umie docenić dobrą kuchnię i smacznie przyrządzone jedzenie, dlatego potrafi czasami być wybredny. Bywa i tak, że sam coś zrobi gdy jest na przykład w domu.

- Nie jest Anglikiem i będzie czuć się naprawdę obrażony jak tak go nazwiesz.

- Doskonale mówi po walijsku i bardzo o ten język dba, ale nie tylko dlatego, bo: „Jestem z Walii”, ale dlatego też, że jego rodzina głównie mówi po walijsku do smoków, które już przyzwyczajone rozumieją niejedno.  

- Trochę wstydzi się swojego akcentu gdy już mówi w „czystym” angielskim.

- Ma całkiem dobrą rękę do magicznych stworzeń i zdecydowanie Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami to jego ulubiony przedmiot w szkole.

- Smoki to zdecydowanie jego oczko w głowie i to o nich wie dość sporo, oraz najchętniej się uczy.

- Lubuje się w muzyce, w śpiewie zwłaszcza, ale nie – na korytarzu, czy w miejscu gdzie jest sporo ludzi nie liczcie, że nawet cokolwiek zanuci.

- Przepada za sportem, zarówno oglądać go jak i brać udział w jakichś dyscyplinach. W kwestii quidditch’a nadal się wacha i nie może zdecydować, bo zarówno obserwowanie jest ciekawe, ale granie na pewno też.

- Zna wiele różnych historyjek, czy baśni i lubuje się w ich opowiadaniu, zwłaszcza osobom które chcą posłuchać.



Przedmioty

Zaklęcia -  x
Transmutacja - x  
Obrona Przed Czarną Magią - x
Zielarstwo - x
Eliksiry -  x
Astronomia -
Historia Magii - x
Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami -  x
Starożytne Runy -
Numerologia -
Wróżbiarstwo -
Mugoloznawstwo –




* jeśli takowa możliwość w ogóle jest, bo random strzeliłam o.o

P.S. przepraszam, że tak długo nie dawałam kp, tworzyła się tyle czasu i przepraszam za lipną jej jakość i błędy wszelkiej maści, jednak pisanie co parę zdań dziennie nie wychodzi na dobre…
Powrót do góry Go down
Martina Komiński
Troskliwa Miś
avatar

Liczba postów : 353

Skąd : Bydgoszcz

Motto : Ido e itaru Ido no naka de Ido o daita Ido ni atte kare no shiki de urami utatta~


PisanieTemat: Re: Brendan Meredydd   Sro Lis 05, 2014 5:53 pm

Po pierwsze...Wow. Piękna karta, długa, przyjemnie się ją czytało. Widać, że bardzo rozbudowałaś postać i wczułaś się w nią.
Jednak, wybrany przez ciebie dom nie pasuje do tej postaci według mnie *i nie tylko*. Ta karta wręcz mi krzyczy i macha transparentem z napisem "Puchon". ;w;
Ale cóż, nie mnie o tym decydować oczywiście.
A i nie, raczej ten pomocnik gajowego nie może być ;;

Akcept bo jakżeby inaczej
Powrót do góry Go down
 
Brendan Meredydd
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Hogwartalia :: Forum Organizacyjne :: -
Skocz do: